Obowiązki, presja społeczeństwa i wypoczynek

Siema,

Temat na wpis podsunął mi znajomy, który na swojej ścianie wrzucił post o następującej treści:

Wiecie czego w sobie nie lubię? Tego że jak już zaczerpnę upragnionego, zaplanowanego odpoczynku to zaczynam czuć niepokój że mało robię. Wiem że to znacie z autopsji, nie wiem jaki macie do tego stosunek, ale ja zaczynam uważać że to mi w żaden sposób nie służy i wynika tylko z wyimaginowanych obaw że nagle o to wszyscy o mnie zapomną i umrę z głodu. Od taki atawistyczny lęk, drań jeden! 🙂 Jak to u was wygląda? Macie jakieś pozytywne sposoby na jego uspokojenie? 🙂

Znacie ten problem? Czemu jest tak, że w dzisiejszych czasach wypoczynku i odstresowania trzeba się uczyć?

Z jednej strony mamy siebie za leni, a z drugiej nie umiemy wypoczywać … Sprzeczność? Nie do końca. Przez to jak „marne” są przeciętne zarobki w naszym kraju i przez ciągły natłok obowiązków w pracy oraz ogromną presję „otoczenia”, żeby mieć więcej.

Przez 5 lat pracy dla pewnej firmy z Warszawy tez wpadłem w taką spiralę. Natłok projektów, terminy prawie niewykonalne, opóźnienia powodowały, że nawet w dzień wolny trzeba było być pod mailem i telefonem służbowy. W trakcie takiego dnia wolnego i tak myślało się „co trzeba jeszcze zrobić i co można załatwić, żeby projekt ruszył o czasie”.

Nie zdawałem sobie sprawy, z tego, jak negatywnie wpływa to na wydajność pracy. Przychodzimy do pracy przemęczeni i nie pracujemy w pełni wydajnie, bierzemy urlop, żeby odpocząć, w trakcie urlopu pracujemy w związku z czym irytujemy się ze nie mamy czasu dla siebie, wracamy do pracy przemęczeni i koło się zamyka.

Narzędzia mające nam ułatwić pracę, stały się smyczą i kajdankami pracownika – telefon służbowy, komputer z dostępem do internetu – przez to dla niektórych pracodawców powinniśmy być dostępni zawsze i wszędzie. Przez 5 lat pracy miałem 3-5 dni urlopu, z czego uczciwie od A do Z bez internetu i telefonu były może 2.

Do tego prowadząc własną działalność trzeba myśleć o ZUSie, podatkach, pieniądzach dla księgowego, rachunkach i utrzymaniu siebie. Każdy dzień poświecony na wypoczynek wydaje się stratą czasu. Trzeba nauczyć się mówić stop.

Wyznaczyć sobie dzień wolny, gdzie niezależnie od wszystkiego nie tykamy nic związanego z pracą, jeżeli gryzie nas sumienie, że w tym czasie mogliśmy coś zrobić, można je „uciszyć” układając sobie przed urlopem plan tego co zrobimy zaraz po powrocie.

Równie ważne od tego czy wypoczywamy jest to, jak wypoczywamy. Rozumiem, że dla jednych idealnym wypoczynkiem może być siedzenie przed telewizorem, ale w ten sposób nie uwolnimy się od myśli o pracy. Wyjście gdzieś lub wyjechanie tuż za miasto, bez telefonu i internetu, kimś znajomym lub bliskim, spędzenie czasu na łonie natury, lub realizacji własnej pasji – pomoże nam fizycznie i psychicznie odciąć się od pracy, nabrać dystansu do problemów, z którymi się borykamy i naprawdę odpocząć i odstresować.

Przez x lat pracy zdalnej widziałem jej plusy i minusy. Plusem było to, że mogłem pracować z każdego miejsca na ziemi, zdarzało mi się pracować z łajby na mazurach w trakcie rejsu, w górach z domku znajomych pomiędzy wędrówkami i zdobywaniem kolejnych szczytów, z lotniska w Łososinie, gdzie mieszkałem w domku letniskowym spędzając czas na chodzeniu po górach i pływaniu kajakiem po Jeziorze Rożnowskim, pracowałem z mieszkania znajomych np. w Rypinie, Wrocławiu czy Krakowie, pracowałem będąc na zlotach Autostopowych.

Super, że praca nie przeszkadzała mi w spędzaniu czasu poza biurem i ze znajomymi. Problemem było to, że tego nie można było nazwać odpoczynkiem, bo ciagle trzeba być w stanie „gotowości”. W każdej chwili może zadzwonić telefon lub przyjść mail, który spowoduje, że zamiast przygotowywać kiełbaski na ognisko, trzeba będzie spędzić kolejne pare godzin przy komputerze. Doszedłem do etapu, gdzie w weekendy czy dni wolne pierwszą rzeczą przy odblokowywaniu telefonu było sprawdzanie maila, przed snem, po pobudce. Dopiero po rozmowie z kimś, kto wyszedł z tego błędnego koła uznałem, że pora na zmianę.

W ten sposób nie można odpocząć – a bez odpoczynku stajemy się nerwowi, tracimy swoją kreatywność i motywacje do pracy. Przekonałem się o tym ostatnio – po urlopie nawet 2-dniowym, znalazłem rozwiązanie problemu z którym przez 2 dni walczyliśmy bezskutecznie. Wróciłem do pracy uśmiechnięty, zadowolony i zmotywowany – naładowany pozytywną energią i głowa pełną świeżych pomysłów.

Przez „wyścig szczurów” i ciągłą pogoń za pieniądzem zapominamy, że nie żyjemy by pracować – pracujemy by móc żyć. Warto przemyśleć czy naprawdę 2-3-5 dni odpuszczenia sobie i spędzenia czasu z osobami nam bliskimi jest warte mniej niż te paręset złotych, które moglibyśmy w tym czasie zarobić.

Rozmawiam z moimi rówieśnikami i bardzo często słyszę masę narzekań: „żona mnie irytuje”, „kredyty trzeba spłacać”, „nowe auto a się psuje”, „dzieciaki denerwują”, „nie mogę odpocząć bo muszę na to wszystko zarabiać”.

Dokonaliśmy wyboru. Próbujemy żyć ponad stan i pokazać „czego to nie mamy” to potem to pokutuje w naszym podejściu do reszty spraw – kupiliśmy nowy dom i samochód i teraz musimy go spłacać? „A co było złego w Twoim starym mieszkaniu?” „Te 80 metrów to było za mało, poza tym znajomi wszyscy mieszkają w domach”. „Co Ci nie pasowało w samochodzie psuł się czy coś?” „Nie, sąsiedzi wszyscy jeżdżą nowymi, to też trzeba było zmienić”.  A gdyby sąsiad jeździł starym cinquecento to byś też je kupił?

Nikt nikogo nie zmuszał do ślubu, kredytu, dzieci – to były Wasze decyzje – więc nie zwalajcie konsekwencji swoich decyzji na innych i nie mówicie, że przez to nie możecie odpoczywać. Wszystko jest możliwe, tylko trzeba to robić z głową.

Autor wpisu cytowanego na początku ma dwójkę dzieci i żonę – i jego problem z praca nie wynika z pogoni za pieniądzem, tylko z tego ze jego praca to jego pasja, kocha to co robi, jest w tym bardzo dobry, więc ludzie biją do Niego drzwiami i oknami. Ma masę ciekawych zleceń i projektów i trochę się tym „zachłysnął”. Dobrze, że sam zrozumiał, że trzeba sobie powiedzieć „STOP” i odpocząć. Rozumiem kult pracy, nadgodziny i chęć zarabiania pieniędzy wystarczających do godnego utrzymania się i życia na jakimś poziomie, ale pamiętajcie – praca ma wam umożliwić życie i samorealizację, a nie być celem samym dla siebie. Tak samo pieniądze – wbrew pozorom stwierdzenie „pieniądze szczęścia nie dają” jest bardzo prawdziwe. Lepiej zarobić mniej, ale móc się tym co mamy dzielić z przyjaciółmi i bliskimi, niż zarabiać kupę kasy i być samemu jak palec. Ile można wydać na samego siebie, co nam da super samochód i duży dom jeżeli będziemy w nim sami? Co nam da super praca, z dużymi zarobkami jeśli nie będziemy potrafili wykorzystać tego, co mamy, rozwijać swojej pasji, spędzać czasu ze najomymi i odpocząć?

Warto niekiedy wrzucić na luz, wyjechać w góry albo po prostu usiąść sobie w parku, patrzeć na chmury, posłuchać muzyki lub pograć na gitarze, posiedzieć przy ognisku ze znajomymi lub pozwolić sobie na spontaniczny wypad na weekend gdzieś na drugi koniec Polski i zwiedzanie ruin. Nauczmy się mieć wolne i dobrze je wykorzystywać. Przyznawajmy sobie nagrody za osiągnięcie określonych celów i cieszmy się życiem! Życie nie kończy się na pracy!