Odrobina szaleństwa?

Chyba każdy z nas ma w sobie tęsknotę za szaleństwem i beztroską.

Wraz z wiekiem z reguły poczucie obowiązku, wygodnictwo i normy naszego społeczeństwa („No bo przecież w Twoim wieku to nie wypada”) powodują, że często rezygnujemy z rzeczy, które nikomu nie szkodzą a dają niesamowitego kopa i ładują akumulatory.

 

Ostatnimi czasy spotkałem się kilka razy z ekipą, która żyje odrobinę inaczej. Dla większości z Nich nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko zaczęło się od jednego człowieka i Jego stwierdzenia „Wpadnij na imprezkę”. Gwoli wyjaśnienia – nie przepadam za piciem alkoholu, imprezami, tańczeniem na dyskotekach i siedzeniem w dużych spędach ludzkich. Wolę spędzać czas w mniejszym gronie, spokojniej i na rozmowach niż imprezować ale …

Ktoś powiedział „Wpadnij na imprezkę którą organizuję”.

Dzięki Niemu odzyskałem wiarę w „młodsze” roczniki. Trzydniowa impreza na „Rancho”, masa rozbitych namiotów, gry i zabawy, które ludzie sami dla siebie organizują. „Chrzest w błocie”, „Oczyszczenie kąpielą w rzece”, szukanie kwiatu paproci, chodzenie po rozżarzonych węglach, puszczanie lampionów, gigantyczne ognisko, parę gitar, bębnów i masa ludzi, która po prostu cieszyła się swoim towarzystwem, śpiewała, tańczyła i brała dobrowolnie udział w grach i zabawach.

Cudowny magiczny klimat. Można się dorwać do gitary: grać, śpiewać przez x godzin a życzliwi ludzie podetkną Ci coś do picia / zjedzenia. Kiedy się zmęczysz, możesz siąść na uboczu i posłuchać historii ludzi, którzy normalnie pracują,studiują a poza tym robią coś czego większość zazdrości ale i nie rozumie – są WOLNI. Pracują dla siebie i żeby mieć czas na to co kochają, a nie na odwrót.

Na początku uznałem ze to mogła być „wyjątkowa” impreza, wiecie „taki mamy klimat” itd.

Następna impreza – urodziny osoby która na poprzednią zabawę mnie zaprosiła. „Przebieramy się – temat Rosja”. Normalnie nie lubię imprez tematycznych, bo ludzie mają w dupie przebieranie się itd.

Zostałem mile zaskoczony. Znaczna większość wymyśliła sobie naprawdę oryginalne przebrania. Jeszcze bardziej zaskoczyła mnie duża odległość jaką pokonało wielu gości, tylko po to aby towarzyszyć solenizantowi w jego Ćwierćwieczu. Ludzie zjechali z całej Polski – i co najzabawniejsze powierzyli 2 osobom ogarnięcie prezentu który Solenizant naprawdę by wykorzystał i byłby użyteczny. Fajnie było obserwować podwójną radość z otrzymanego prezentu … Bo rano nie pamiętał co dostał w trakcie imprezy i odkrywał prezenty po raz drugi.

Co ciekawe w trakcie tych imprez nie było sytuacji „stresowych” gdzie byłyby jakieś spiny, kłótnie i bójki.

Na parę tygodni wsiąknąłem w „standardowy” tryb życia. Praca, sen, praca, sen, praca, sen. Ale oczywiście wybitne jednostki nie dadzą o sobie zapomnieć.

„Corwinek, organizujemy kolejną imprezę – potrzebuje przewieźć coś co nie wejdzie do mojego auta – pomożesz?”

Jak to ja – nie dałem się długo prosić.

Ta impreza przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Na zlot został wynajęty cały ośrodek Harcerski.

Duuuży spęd ludzi (koło 200 osób) i 0 trzody.

W trakcie parodniowej imprezy odbyły się m.in: nauka chodzenia na „taśmach”, żonglerki i ogólnie „kuglarstwa”, krótkie kursy jogi, spływ kajakowy, nauka puszczania dużych baniek mydlanych, pokaz barmański( i to własnie wyposażenie baru + składany barek przewoziłem), koncert rockowy, turniej siatkówki, turniej w papier, kamień, nożyce; turniej we flanki 😀

Ludzie sami dla siebie organizowali coś żeby pokazać swoją pasję i spróbować zarazić nią innych lub po prostu umilić im pobyt. Nikt nie chciał za nic żadnych opłat. Masa osób przywiozła swoje instrumenty: skrzypce, gitary, bębny. Ktoś zgubił buty, to ktoś oddawał mu swoja parę butów zapasowych, ktoś był głodny to dostawał od innych coś do zjedzenia – to jaką Ci ludzie tworzą wspólnotę jest nie do opisania.

Najpiękniejsza część miała dopiero nadejść. Ostatniego wieczoru rozłożono gigantyczny ekran, podpięto laptop do projektora i zaczęły się opowieści.

Opowiadania swoich historii z podróży. Opis tego jak wyglądają inne regiony świata, inne kultury i zupełnie inna mentalność ludzi – coś czego nie można poznać wylatując samolotem do pięciogwiazdkowego hotelu All Inclusive.

Podróżowali oni w sposób dający największe poczucie wolności – autostopem, jachtostowem i np. na longboardach.

Prezentacje z podróży przez całą Azję na longbordzie + na stopa?

Prezentacja z podróży przez Meksyk na stopa?

Prezentacja z podróży przez całą Brazylię na stopa?

I nagle cała „Imprezowa” banda, która dzień wcześniej piła jak na Woodstocku i skakała do muzyki siedzi grzecznie, cicho na ławkach i łapczywie spija z ust słowa osób, które opowiadają swoją historię pokazując zdjęcia i filmiki z tych wypraw.

Krótki filmik z tego zlotu możecie zobaczyć TUTAJ.

Podróżując na stopa widzi się więcej niż siedząc w hotelu lub jeżdżąc z przewodnikiem. Opis mentalności i religijności ludzi w Meksyku przyciągnął uwagę nawet osób, które totalnie mają gdzieś „Kościół” i wiarę w Boga.

Historie z podróży jachtostopem albo przygody na lotniskach, gdy okazuje się ze brakuje paru euro do biletu zostaną mi w pamięci naprawdę na długo.

Pasja tych ludzi i ich uwielbienie do poczucia wolności i dążenia do celu daje do myślenia, czy w pogoni za mieszkaniem, samochodem i wszystkimi gadżetami, którymi się otaczamy, nie zgubiliśmy tego co jest w życiu najważniejsze czyli po prostu życia. Podróże kształcą, uczą tolerancji i wrażliwości, pomagają nam otworzyć się na świat i innych ludzi.

Podziwiam osoby z tej ekipy, które pracują cały rok po to, żeby przez 3 miesiące lub pół roku móc jeździć na stopa przez Amerykę Południową tylko po to żeby zobaczyć jak wygląda tam życie i po prostu zasmakować przygody i wolności.

Dziękuje Wam, że pokazaliście mi i przypomnieliście, że warto żyć z pasją i radością; żeby wyznaczać sobie cel i do niego dążyć.

Napisałem to pod wpływem kolejnej takiej szalonej tym razem jednonocnej eskapady zainicjowanej przez tego samego człowieka!

Zawsze można się czegoś nauczyć od ludzi dookoła – tylko trzeba mieć otwarte oczy na innych i na przygodę. I niekiedy wystarczy powiedzieć „Tak pojadę z Wami do Krakowa” mimo, że wiem, że nie będę przez to spać i będę niesamowicie padnięty w pracy.

Bo warto poświęcić parę godzin snu dla spotkania w takim gronie!

Bart – dziękuję za zaproszenie na te imprezy, pokazanie innego spojrzenia i za zaproszenie mnie do „Twojego” Świata i świata http://autostopowicze.org !!

Do zobaczenia przy następnej okazji!