Presja społeczeństwa czy wolność wyboru?

Przez ostatnie parę tygodni ciagle jak bumerang wraca do mnie parę tematów w rozmowach ze znajomymi lub rodziną. Jestem ciekaw, czy Wy też na takie coś zwracacie uwagę i uważacie to za coś męczącego czy jest to dla Was zupełnie naturalne i normalne. PRESJA! „Kredyt, mieszkanie, dzieci, żona, nowe auto, lepsza praca, ładniejsze meble, wakacje w Grecji itd.”

  1. Zaczęło się od rozmowy z rodzinką… Tak mam w tym roku 30 na karku. Ja piernicze – dlaczego ludzie będą mi wmawiać i pouczać jak mam żyć?”A kiedy się ożenisz? Może pora się ustatkować? Może byś sobie mieszkanie na kredyt wziął? A kiedy dziecko?”.

    Nie, nie jestem w związku, bo nie chcę. Nie, nie chce mieć dzieci. Nie mam zamiaru brać kredytu na mieszkanie, ponieważ nie wiem jak długo zostanę tu gdzie jestem. Nie potrzebuję lepszego samochodu. Nie chcę mi się uganiać za każdą zarobioną złotówką, nie interesuje mnie ile zarabia sąsiad piętro wyżej – w dupie mam czy zarabia więcej czy mniej niż ja.

    I co najlepsze – kto Cie poucza? Ludzie nieszczęśliwi w swoim życiu, bo jak z Nimi porozmawiasz to tylko narzekają … „Mąż taki i owaki, dzieci nie słuchają i są bezczelne, kredyt na remont domu trzeba spłacać – ale na wakacje pojedzie i potem będzie „pogoda super, ale co moje Dziewczynki odwaliły…” I znowu godzina narzekania.

    Do tego ten cudowny tekst, który słyszę na wszystkich imprezach od 15 lat jak mówię, że nie chcę żony i dzieci „zobaczysz za parę lat Ci się odmieni”, aż się ciśnie na usta jedna riposta. „A Tobie się odmieniło? A nie bo to była wpadka….”
    Badum tssss.

  2. Spotkanie z rówieśnikami – Lubię spotkania z ludźmi (oczywiście pod warunkiem, że nie są głupi). Jako, że wiedza i informacja to najcenniejsze co można mieć – jestem odrobinę ciekawski i chce wiedzieć co słychać u moich znajomych. Ale spotkania z częścią z Nich stały się męczarnią. „Uwielbiam” narzekania na kredyt na mieszkanie, samochód, spłatę raty za wakacje, spłatę pożyczki na rzeczy do szkoły 1 dzieciaka i do przedszkola 2. No kurde … Ludzie podobno jesteśmy dorośli – po co żyć ponad stan? Kredyty? Nie dziękuję – nie biorę. A nawet jak bym musiał wziąć, to wezmę go świadomie – wiedząc, że muszę spłacić i nie mam zamiaru na to narzekać.
    Po chwili towarzystwo się rozchodzi po kątach i zaczynają się męskie rozmowy: „A bo ona mnie ogranicza”, „Jak ona mnie denerwuje, nic tylko się czepia”, „Zobaczysz, jak będziesz miał dzieci to nie będzie czasu na kolegów i nogę”, „Teściowa jest okropna”. Itd.No co Wy? Sądzicie, że magicznie przed Ślubem to wyglądało inaczej?

    NIE. WIEDZIELIŚCIE NA CO SIE PISZECIE. Żeby nie było – ta ekipa też zaczyna swoje gadki moralizatorskie „Przyjdzie na Ciebie czas”, „Poznasz jakąś i ani się zauważysz będziesz po ślubie”. Ludzie Wy mówicie o miłości czy jakiejś totalnej chorobie psychicznej, która Was ubezwłasnowolnia? Bo dla mnie miłość i związek nie muszą prowadzić do ślubu.

Dlaczego tak często rady jak żyć dają ludzie, którzy na wszystko w swoim życiu narzekają. Narzekają na partnera, dzieci, pracę, zdrowie – po czym mówią Ci „czemu Ty jeszcze nie żyjesz jak ja?”

Narzucając komuś sposób życia i tego co ma robić ze sobą ograniczamy jego wolność. A podobno jest ona konstytucyjna…. Presja męczy. Live and let live.

Ten wpis nie ma na celu obrażania kogokolwiek, albo pokazywania jak to związki / małżeństwa są złe. Jeżeli, ktoś jest naprawdę szczęśliwy w swoim związku i rozwija się obok drugiej osoby czy z drugą osobą, jeżeli ktoś chce mieć dziecko, to jego wybór – tylko dlaczego ktokolwiek, próbuje wywierać na innych presję, że ma żyć tak jak on?

To jakbym ja każdej osobie mówił „po co Ci związek bądź sam – to jest fajne – zobaczysz dojrzejesz do tego”, „nie miej dzieci – to tylko kłopoty i kupa szczęścia … z przewagą kupy.”

Niech każdy żyje jak chce stosując się do dwóch zasad – „Nie krzywdź innych” i „Rób to co daje Ci szczęście i w czym się spełniasz”.

Rozumiem, że pewien model jest nam sprzedawany od pokoleń – 30 na karku, 1 dziecko, dom itd. Ale czasy się zmieniają i ludzie tez. Nie każdy nadaje się do bycia rodzicem lub bycia w związku. Uszanujcie innych tak jak chcecie żeby Wasze podejście szanowano.

A bardzo ciekawie na ten temat wypowiedział się Leszek Lichota w formie kabaretu:

Bo Żółwie mają lepiej. 😀

Ps. Wpis lekko chaotyczny, bo temat mnie irytuje i ciągle wraca. Zapraszam do dyskusji 🙂