Rok zmian

Witajcie po dłuższej przerwie. Na wstępie chciałem przeprosić za absencję oraz totalny brak wpisów – ale dużo rzeczy się pozmieniało.

Ludzie z reguły boją się zmian i unikają ich jak tylko mogą. Ile z Was chciałoby zmienić swoją pracę, ale nie wie czy znajdzie nową i czy będzie w stanie się utrzymać? Ile z Was dla świetego spokoju nie zmienia mieszkania, tkwi w związku z kimś z kim nie jest do końca szczęśliwym itd. „Bo mogę nie trafić na nic lepszego (praca, mieszkanie, osoba obok)”…

Podjęcie wyboru i decyzji zawsze wiąże się z ryzykiem, ale bez ryzyka nie ma zabawy. Sam znam masę osób, które na chama trzymają się swojej pracy, mimo, że mają jej dość. Nie są zadowoleni z szefostwa, z „kolegów” z pracy, z pensji oraz z tego, żfe nie mają możliwości rozwoju. Nie są zadowoleni ze swojego mieszkania bo denerwuje ich lokalizacja albo sąsiedzi. Mieszkają z rodzicami lub dziadkami „bo tak jest taniej i wygodniej”.

Pytanie dlaczego jesteśmy w stanie utrzymywać ten status quo, mimo tego, że nam coś nie odpowiada?

Sam wpadłem w tę pułapkę, mimo, że zawsze mówiłem, że nie ma co się męczyć. Chociaż w moim przypadku nie było tak źle jak to przedstawiałem powyżej. Byłem bardzo zadowolony ze swojej pracy, nie narzekałem na szefostwo (no może niekiedy, ale w granicach rozsądku), pensja była całkiem niezła.

Co więc było nie tak?

Brak możliwości rozwoju, przez ostatnie 2-3 lat tkwiłem w martwym punkcie i nie robiłem nic nowego. Ciągłe powielanie tego samego schematu dla każdego klienta, napisanie specyfikacji, przygotowanie kosztorysu i harmonogramu, nadzorowanie powstawania aplikacji. Totalny brak różnorodności i szans na stworzenie czegoś nowego i nabycia nowych umiejętności.

Oczywiście przychodząc do tej firmy byłem żółtodziobem „z potencjałem” jak to określił Prezes, ale musiałem się dużo nauczyć. Zajęło to trochę czasu, ale dzięki jego cierpliwości i mocnemu charakterowi nie miałem problemu z uznaniem autorytetu i dostosowywaniem się do tego w jaki sposób chciał żebym pracował. W ciagu roku nauczyłem się jak zarządzać praca ludzi, jak planować i organizować pracę, jak pisać specyfikacje i kosztorysy. Jak zawsze przy silnym, upartym i wrednym charakterze, problemem były kontakty z ludźmi.

Musiałem nauczyć się, że niekiedy trzeba się ugryźć w język i pochylić głowę, mimo że ma się rację. Dowiedziałem się, że nie ważne co i jak nie można nazywać klientki ‚tępą su*ą” 😛 (Do dziś Szacun do Szefa, że mnie za to nie zwolnił).

Któregoś pięknego dnia poczułem, że dobijam do ściany – od dłuższego czasu, nie robiłem nic po raz pierwszy, nic nie wymagało ode mnie wykorzystania zmysłu planowania i kreatywnego rozwiązywania problemów – wszystko stało się schematyczne i szablonowe. Poczułem potrzebę zmiany.

Jak to mawiają moi znajomi magicznie zadziałało „Corwinowe szczęście”, dostałem propozycję optymalizacji pracy Działu Obsługi Klienta jednej z firm hostingowych. Dużo większy zespół, całkowicie nowa branża, zupełnie nowe potrzeby klientów, wymagania i cele. DUŻE WYZWANIE, ale co tam – raz kozie śmierć, wreszcie szansa na wykorzystanie „umiejętności miękkich”, żeby z grupy pracowników stworzyć zespół. Problemy wymagającej logicznej analizy i uproszczenia procedur oraz wdrożenia procedur, których nie ma a będących niezbędnych do pracy. Wyzwania logiczne.  Największym problemem było to, że obie strony zdawały sobie sprawę, z tego ze moja praca ma charakter jednorazowy – zrobić swoje i zostawić funkcjonująca maszynę komuś z wewnątrz firmy. Do tego natknąłem się na problemy, których nie przewidziałem i wymagały one głębszego zastanowienia,a były dla mnie totalną nowością, bo nigdy wcześniej pewne rzeczy nie leżały w moim zakresie obowiązków: premie, godziny pracy, zmiany, dyżury, poziomy wynagrodzeń, urlopy, konflikty wewnątrz zespołu, hierarchia i awanse. Masa nowych i oryginalnych wyzwań … Cudowne, ciekawe, intensywne i bardzo pracowite 3 miesiące – bo połączone ciągle z moją starą pracą. Udało się zrobić to czego oczekiwała firma i z masą nowego doświadczenia uznałem, że pora zaryzykować. Pora na kolejne wyzwanie. Czas zmienić pracę. Ale po tak intensywnych 3 miesiącach trzeba było nabrać dystansu i odpocząć.

Wspaniały miesiąc nic nie robienia i odpoczynku – pierwszy raz urlop dłuży niż 3 dni od 5 lat. Odstresowany i zrelaksowany, ze świeżą głową trzeba było szukać czegoś nowego. Oczywiście „Corwinowe szczęście” uśmiechnęło się do mnie ponownie. Już w dniu wysłania CV dostałem telefon, a po krótkiej rozmowie telefonicznej zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Rozmowa przebiegła bardzo miło i bezstresowo, chociaż zostałem zaskoczony jednym bardzo ciekawym i oryginalnym pytaniem (które miało wykazać zdolność radzenia sobie z nietypowymi problemami i wykorzystaniem ogólnodostępnych informacji w celu uzyskania odpowiedzi). Już dwa dni po rozmowie usłyszałem „Chce z Panem współpracować” – oczywiście zgodziłem się.

Po raz drugi w ciagu paru miesięcy – trafiłem do branży hostingowej ale z zupełnie innej strony – wcześniej odpowiadałem za organizację pracy biura obsługi, teraz miałem zostać osobą odpowiedzialną za pracę i nadzorowanie projektów Działu Administracji. Całkowicie obce mi tematy, nie licząc podstawowych pojęć brak wiedzy i zrozumienia tego co robią ludzie, z którymi będę pracować i co będziemy robić i magiczne nowe pojęcie „chmura”. Pierwsze parę tygodni to intensywna nauka i zdawanie certyfikatów największego na świecie dostawcy rozwiązań chmurowych – Amazonu. Na początku rozmowy Administratorów były dla mnie czarną magią – rozumiałem co 2-3 słowo.

Po paru tygodniach na szczęście wdrożyłem się w temat i teraz z każdym kolejnym projektem uczę się czegoś nowego. Rozwój, zadowolenie ze swojej pracy, ciągle nowe wyzwania, dobra pensja, inteligentny Pracodawca i uczciwe warunki zatrudnienia. Czego chcieć więcej?

Mówi się, że lepsze jest wrogiem dobrego – ale na pewno nie w przypadku ważnych życiowo decyzji – niekiedy warto podjąć ryzykowną decyzję, bo można na tym dużo zyskać!

Nie bójcie się zmian!