Wujek dobra … rada?

Każdy ma jakiś autorytet, albo mi się tylko wydaje. Warto mieć autorytety. Jeszcze fajniej, jeżeli można ze swoim autorytetem porozmawiać. Mam to szczęście, że jednym z większych autorytetów jest mój dobry kolega…

Czy kiedyś mieliście problem, z którym nie potrafiliście sobie sami poradzić? Jak chyba każdy. Jeśli ktoś z Was mnie zna, to wiecie, że robiłem dużo rzeczy w swoim życiu i staram się zawsze pomagać innym jeśli tylko mogę.

Fantastyczne uczucie – ktoś przychodzi do Ciebie pogadać, bo ma problem. Otwiera się przed Tobą, naświetla sprawę, pytaniami można wydobyć dalsze informacje. Po co ludzie to robią? Żeby osoba z zewnątrz spojrzała na ich problem „trzeźwym okiem”? Może ktoś „z zewnątrz” będzie w stanie podsunąć im rozwiazanie na które, oni nie byli w stanie samemu wpaść bo zapętlali się w swoich pomysłach?

Nie wiem – wiem jedno 90% ludzi nie przychodzi po gotowe rozwiązanie problemu. Gdyby za każdym razem, kiedy ktoś pyta mnie o radę dostawałbym 1zł za to, że po wysłuchaniu opinii i rady, ktoś to zleje totalnie byłbym milionerem.

I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie mówić tej osobie o kilku sposobach i nie naświetlać wszystkich za i przeciw. Wtedy rozumiem – nie podobało się podsunięte rozwiązanie wybrałeś/wybrałaś inne – w teorii zdając sobie sprawę z konsekwencji swojego działania.

I znowu teoria ma się nijak do praktyki. „Co mam zrobić w tej styuacji?”

„Zrób „a” wtedy będziesz ewentualnie borykać się z „z” i ‚x”. Jeżeli zrobisz „b” to wtedy będą komplikacje w postaci „yxz”. Jeżeli zrobisz to co chciałeś / chciałaś to będzie kicha.

Po paru tygodniach znowu spotykamy się z tą osobą i się pytamy co tam z Twoim problemem? W końcu poświęciliśmy nasz czas, wytężaliśmy szare komórki, żeby komuś pomóc.

A zrobiłem/am po swojemu i wiesz co teraz mam kłopoty bo stało się „xyz” i co ja mam teraz zrobić?

Idź w pizdu! Jak marnujesz czyjś czas, przychodzisz po porady, bo nikt inny juz Ci nie chce pomóc – to nie licz, że na następny raz Ci ktoś pomoże. Ileż razy można prosić kogoś o radę, nie stosować się do Niej i potem płakać, że jest źle. Jeżeli ktoś wykłada Ci od A do Z całość Twojej sytuacji, analizuje dokładnie praktycznie wszystkie możliwe rozwiązania i stara się minimalizować szkody jakie możesz mieć, a Ty masz to w dupie, wybierasz najgorszą możliwą opcję i pakujesz się tarapaty ignorując to co mówi Ci ktoś komu na Tobie zależy – to ….. Goń się.

Wracając do tematu autorytetów – fajnie jest go mieć – super znać kogoś, kto jest od nas inteligentniejszy, zdolniejszy i potrafiący sobie radzić z dużymi problemami i przekuwać swoje porażki na sukces. Tylko wiecie skąd bierze się ich „zdolność” radzenia sobie? Z wytrwałości – Ci ludzie nie załamują się tym co ich spotyka, nie przejmują się kłodami rzucanymi przez los pod nogi. Po prostu przyjmują to za coś co jest i z czym trzeba sobie poradzić i robią to. Mój autorytet wyszedł z bardzo trudnego położenia, ma teraz swoją pasję, rodzinę, wymarzoną pracę. Realizuje się na stopie prywatnej i zawodowej. Jako jedyna osoba z naszej „paczki” aż tak się wybił – ale żaden z tych sukcesów nie zmienił go i nie spowodował, że odbiła mu palma i uważa się za nie wiadomo kogo. Dalej jest tym samym normalnym gościem, chodzącym w trampkach, flanelowych koszulach, grający na gitarze i opowiadającym najlepsze dowcipy na świecie. Oczywiście teraz dochodzą do tego historyjki z podróży po całym świecie, ale siedząc razem przy ognisku czy w knajpie, patrzę na Niego i widzę tego radosnego „dzieciaka” którym był 20 lat temu. Nadal ma ten sam błysk w oku, szelmowski uśmiech i inteligentne riposty.

Mimo, że przez jego wyjazd mamy słabszy kontakt, wiem, że mogę zawsze napisać i z Nim pogadać i na pewno nie zignoruje jego rad, bo jeśli on poświęca mi swój czas i uwagę (bo wie, że nie truł bym mu dupy pierdołami), a ja zwracam się do Niego z problemem (bo wiem że mi pomoże), to na pewno wysłucham uważnie tego co ma do powiedzenia i przedyskutuje swoją decyzję. Bo podjęcie własnej decyzji nie jest niczym złym – w końcu każdy ma wolną wolę i może stanowić o sobie. Złe jest to – że masa ludzi mimo tego, że ktoś przedstawił im konsekwencje danego wyboru z uporem osła pchają się na minę i potem ponownie przychodzą płacząc jak to im źle. Podjąłeś decyzję? Radź sobie z tym. Ktoś Ci powiedział co się stanie i to zignorowałeś – Twój problem, wybrałeś świadomie – okaż odrobinę dojrzałości, żeby nie przychodzić z tym później do tej samej osoby i płakać jak to Ci źle.

Każdy ma prawo do błędu i wybaczania – ale szanujmy na wzajem siebie i swój czas. Jak wiesz, że i tak zrobisz swoje – to nie zawracaj innym głowy swoimi problemami. Każdy ma dość swoich.

Ps. Gdybyście chcieli wiedzieć co takiego dał mi autorytet to odpowiem: muzyka, gitara, gry komputerowe, informatyka, poczucie humoru, żagle, góry, narty. Fajnie mieć kogoś, kto potrafi w nas zaszczepić coś dobrego, co potem pielęgnujemy i rozwijamy.

Dzięki Mewa! 🙂